Wegański Londyn / Vegan London 2016 – Borough Market, Yorica, Wild Food Cafe.

  Londyn to miasto tętniące życiem 24/h. Ostatni raz kiedy je odwiedziłam był w lipcu zeszłego roku i wydawać by się mogło… dlaczego? Mieszkam tak blisko, a tak rzadko odwiedzam sławną stolicę Anglii. A czy Ty mieszkając w Polsce odwiedzasz co chwilę Warszawę? Wielkie, światowe miasta równa się… zatłoczone, drogie i często przytłaczające ilością osób miejsca. Jednak, Londyn ma swoją siedzibę w moim sercu już od kilku lat i gdybym mogła przyjeżdżałabym z wizytą jeszcze częściej. W każdym razie, często im rzadziej tym bardziej docenia się dane chwile, a do tego po jednym dniu „spacerowania” po zatłoczonej stolicy dostaje się niezły wycisk (zamiast jeździć metrem wolę docierać wszędzie pieszo 😉 ). Każdego razu gdy planuję wizytę w Londynie wybieram miejsca, które chcę zobaczyć i za każdym razem ich przybywa, liczba nigdy nie maleje.

London1

london2

(na zdjęciach powyżej, poranek i popołudnie co widać po zmianach na niebie – pogoda była przepiękna! )
(in the pictures above, the morning and afternoon, as evidenced – the changes in the sky – the weather was beautiful!)

  Tym razem moim celem nie do końca było zwiedzanie, choć do większości znanych miejsc dotarłam po prostu ‚po drodze’. Chciałam bardziej doświadczyć tej atmosfery, poobserwować ludzi i oczywiście zjeść pyszne wegańskie jedzenie – Londyn to miasto, w którym znajdziesz niezliczoną ilość roślinnych opcji. Jeszcze wiele smacznych miejsc na mojej liście, ale z przyjemnością już trzy mogę z niej skreślić – co nie oznacza, że odwiedzę je jeszcze nie raz, zobaczycie poniżej – dlaczego?! 🙂

Borough Market

Borough Market jest hurtowym i detalicznym rynkiem żywności w Southwark, centrum Londynu. Jest to jeden z największych i najstarszych rynków żywności w Londynie. W 2014 roku obchodził swoje 1000 urodziny! Uwierzycie?! Akurat wysiadałam na London Bridge Station, więc tym samym dzieliło mnie kilka minut drogi od tego marketu – nie mogłam nie zobaczyć! Tak jak myślałam, przywitał mnie obraz mnóstwa świeżych produktów – warzyw, owoców, mięs, ryb, domowych wyrobów, produktów i stoisk z jedzeniem typu „street food”. Nie ciężko było mi znaleźć wegańskie jedzenie, czaiło się za każdym rogie…yyy, stoiskiem? 🙂

boroughmarket

ten chleb to był zakup z kategorii „konieczne!!!” 🙂 / This bread was a purchase from the category of „necessary !!!” 🙂

boroughmarket2
boroughmarket3
boroughmarket4

wegańskie burgery / vegan burgers

boroughmarket5

… i sałatki 🙂 / …and salads 🙂

boroughmarket6

mnóstwo słodkości z serii „free-from” 😀 / lots of sweets with the free-from „label” 😀

boroughmarket7

po skosztowaniu tych naturalnych granoli aż żal było nie wyposażyć się w paczuszkę – polecam! 🙂 / after trying this natural granola I had to buy one – totally recommend! 🙂

boroughmarket8
boroughmarket9
boroughmarket10
boroughmarket11
boroughmarket12
boroughmarket13
boroughmarket14
boroughmarket15
boroughmarket16
boroughmarket17

To co widzicie powyżej nazywa się R-A-J! <3 / What you see above..? It’s called HEAVEN! <3

„Po drodze” do kolejnego punktu…

wholefoods

Whole Foods Market trochę mnie rozczarował, ale być może jedynie dlatego, że w Brighton mamy całkowicie wegetariańsko-wegański sklep-piekarnię-etc. (jak i restauracje Infinity Foods), z nieco lepszymi okazjami cenowymi i niemalże tą samą ilością ciekawych produktów.

planetorganic

Planet Organic okazał się być jednym z najdroższym sklepów z zdrową żywnością jaki odwiedziłam. Jednak nie mogłam się oprzeć… musiałam kupić czekolady prosto z Australii firmy Loving Earth – solony karmel i po prostu karmel mówią chyba same za siebie – wegańskie, bez cukru, soi i nabiału oczywiście. Nie mogę się doczekać aż je spróbuję 🙂

Yorica!

yorica

Kolejnym moim przystankiem było miejsce o nazwie Yorica!. Całkowicie wegańskie, wolne od orzechów, glutenu, nabiału i jajek LODY, SZEJKI oraz MROŻONE JOGURTY! Obserwowałam przez dłuższy czas zdjęcia pyszności z tego punktu na mapie Londynu, więc nie było innej opcji by nie wpisać go na listę koniecznych do odwiedzenia. Wszystko możecie znaleźć na ich stronie, menu, opcje, dodatki, itp. Jest ich naprawdę mnóstwo. Menu <- klik. Miejsca jest sporo, bardzo fajny klimat, przyjazna obsługa, a co więcej – ceny nie są wygórowane, bardzo przyjazne, nawet dla studenta 😉 Czego chcieć więcej?!

Yorica!

nie potrafiłam uwierzyć, że to naprawdę jest wegańskie! chcielibyście widzieć to szczęście na mojej twarzy 🙂 / I could not believe was really is vegan! You would like to see the happiness on my face 🙂

Ja zdecydowałam się na największy rozmiar, o tak! (EPIC size!) mrożonego jogurtu, mieszając ze sobą klasyczne smaki – wanilię oraz czekoladę. Jako dodatki wybrałam kawałki brownie oraz sos karmelowy. Oczywiście – wolicie zdrowiej, śmiało wybierajcie owoce, ja miałam ochotę na słodką rozkoszną ucztę 🙂

Zanim dotarłam do kolejnego miejsca chciałam odwiedzić słynną the mae deli, pewnie dobrze Wam już znanej Smakowitej Elli. Bardzo miłe, klimatyczne miejsce do którego z przyjemnością wybiorę się następnym razem, może z Mamą? Czemu nie 😉

maedeli

fruitty

Przed dotarciem do… ↓ o takie niesamowite dzieło sztuki się tworzy na ulicy!↑

Wild Food Cafe

wildfoodcafe3

 Jak pewnie nie raz pisałam na blogu, w te wakacje mam „pociąg” do surowego jedzenia, więc musiałam zahaczyć o jakieś miejsce gdzie zaserwują mi 100% raw foods, roślinne oczywiście. Najbliższe jakie miałam wokół siebie to właśnie Wild Food Cafe. Gdy w końcu tam dotarłam, jak spodziewać by się mogło, było niesamowicie tłoczno. Jednak dla jednej osoby znajdzie się zawsze miejsce, prawda? 🙂 Nie do końca sprzyjające fotografii światło, ale zdecydowanie dobre by cieszyć się smakiem pysznego jedzenia, które bez wątpienia mogę nazwać sztuką.

WildFoodCafe2

WildFoodCafe

Zdecydowałam się na surowe kalifornijskie sushi rolls, a następnie deser, czyli surowe ciasto banoffee pie (bez orzechów!). Menu znajdziecie TUTAJ. Cóż tu więcej pisać – jedno z najlepszych doświadczeń smakowych jakie doznałam. Odwiedzę jeszcze nie raz!

To by było na tyle, jeśli chodzi o kulinarną część Londynu czyt. jedną z moich ulubionych. Wróciłam niesamowicie zmęczona, ale po przejściu kilkudziesięciu kilometrów to raczej normalna reakcja, a w ciągle zatłoczonym Londynie to tym bardziej – wręcz naturalny skutek. Cieszę się, że spędziłam w ten sposób swój wolny dzień, nawet jeśli nie odpoczęłam fizycznie to pozytywnie naładowałam baterię w… swojej głowie 🙂

Mam nadzieję, że moja krótka relacja Wam się spodobała i spodziewajcie się jeszcze więcej!

P.S. Może chcecie obejrzeć taką z miasta, w którym mieszkam – Brighton? Jedno z najbardziej wegańskich miejsc w UK!