Słodkie kluski na mleku.

 Budzę się rano o… jak dla mnie normalnej porze. Jest jeszcze ciemno i coraz ciemniej będzie. Stąd też problemy z przepisami na śniadanie, bo aparat nie współpracuje tak dobrze kiedy brak mu naturalnego światła. W każdym razie to jeszcze bardziej motywuje mnie do tego by się z nim jeszcze bardziej zaprzyjaźnić i rozwijać swoje fotograficzne umiejętności. Poza tym, to znak, że będzie więcej obiadowych czy też deserowych pomysłów na blogu! 🙂
 Dziś jednak – śniadanie. Kluchy na mleku!! Słodkie, duże bananowe kluski. Lekko osłodzone słodyczą daktyli. Podane z naturalnym, lejącym się masłem orzechowym oraz chrupiącymi ziarenkami kakaowca. Mleko przybrało lekko budyniowatej konsystencji, tak jak uwielbiam, a kluski były mięciutkie, po prostu rozpływały się w ustach. Idealne śniadanie na jesienne czy zimowe poranki kiedy to robi się coraz chłodniej.
  DSC_000111
DSC_000211-horz-1
bananowe kluski orkiszowe kładzione na mleku sojowym podane z masłem orzechowym i ziarnem kakaowca 
banana spelt dumplings with soy milk served with peanut butter and cocoa nibs
Składniki:
  • 1/2 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej (może być też inna np. owsiana)
  • łyżka syropu daktylowego
  • 1/2 dojrzałego banana
  • łyżka mielonego siemienia lnianego (tutaj z dodatkiem owoców i sezamu)
  • 1/3 szklanki wody lub mleka
  • szklanka mleka roślinnego (tu: sojowe, niesłodzone)
Wymieszać ze sobą suche składniki. Dodać rozgniecionego banana oraz dolać mleko lub wodę aż do uzyskania gęstej konsystencji. Mleko zagotować. Kłaść łyżką/łyżeczką dowolnej wielkości kluseczki. Chwilę podgotować i podawać z dowolnymi dodatkami. Smacznego!
 Czas upływa tak szybko, a my ciągle tylko zwracamy na to uwagę. Z drugiej strony, nie potrafimy wykorzystać go na tyle dobrze, by potem czegoś nie żałować „…a mogłam jeszcze to zrobić/to spróbować/tam pójść/itd.” No tak. Po pierwsze nie ma czego w życiu żałować, szkoda zdrowia by przejmować się tym co było. Po drugie, czas wziąć się w garść i korzystać z życia. Ono wiele nas nauczy, nie raz pokaże nam swoje mniej pozytywne oblicze. Czasem trzeba się pomęczyć by potem poczuć satysfakcję i szczęście. Mam wrażenie, że co chwilę jestem wystawiana na jakieś próby, przede wszystkim cierpliwości i  wytrzymałości. Jak na razie, „wygrywam”. Udanego weekendu!