Gęsta zupa z nutą orientu. Nowy początek.

 Bardzo lubię smaki Wschodu, szczególnie ich bogactwo aromatycznych przypraw. Oczywiście, jestem fanką tych ostrych… po czym siedzę nad pustą miską z łzami w oczach czy też katarem, z tymże nie dlatego, że się skończyło (a może to też potęguje emocje :D). Tak było w przypadku tej zupy, jeśli można ją tak nazwać. To coś a’la potrawka w nieco mniej gęstej wersji. Dla mnie zupa zawsze musi być sycąca, pełna dodatków. W tej zagościli kalafior oraz marchew, a do tego czerwona soczewica. Kremowej konsystencji dodało jej mleczko kokosowe, a z przyprawą garam masala całość komponowała się świetnie! 🙂

DSC_046711
 pomidorowa zupa garam masala z mleczkiem kokosowym, kalafiorem, marchwią oraz czerwoną soczewicą
tomato garam masala soup with coconut milk, cauliflower, carrot and red lentils
Składniki:
  • mała cebula/lub pół dużej
  • ząbek czosnku
  • spory pomidor
  • olej kokosowy do smażenia
  • 4-5 łyżek gęstego mleczka kokosowego
  • przyprawy: pieprz, 1/2 (lub więcej) garam masala, kurkuma, słodka wędzona papryka, kumin, mielona kolendra
  • 3-4 łyżki soczewicy
  • kilka różyczek kalafiora
  • marchew
  • spora garść świeżej pietruszki
Soczewicę ugotować na wodzie i odstawić. Tak samo postąpić z marchwią oraz kalafiorem. Następnie posiekać cebulę oraz czosnek i podsmażyć na oleju kokosowym. Po czasie dodać pokrojonego pomidora i dusić na małym ogniu. Zmiksować. Dodać mleczko kokosowe i doprawić. Chwilę gotować. Następnie połączyć z ugotowanymi warzywami (pokrojone na drobniejsze kawałki), posiekaną świeżą pietruszką oraz soczewicą. Na koniec doprawić do smaku i podawać z pestkami dyni. Smacznego!
 Po pobycie w Trójmieście nastąpił czas na kolejną podróż. Tylko czy można nazwać to podróżą? Na pewno nie ucieczką. Kocham Polskę. Nie żegnam się mówiąc „To koniec!”. Żegnam się mówiąc „Do zobaczenia!”, z nadzieją, że jeszcze nie raz zobaczę się z Wami i rzecz jasna z najukochańszą rodziną jaką mam. Będziemy w stałym kontakcie i choć na początku serce będzie cierpieć z tęsknoty to z czasem przywyknie do bólu. A może nie będzie tak boleć… Nie wiem, ale się dowiem i wtedy Wam powiem. Nie uciekam, jestem z bliskimi sercem i myślami. Jestem też z Wami i ogromnie Wam dziękuję za każde słowo wsparcia, za wiarę we mnie i motywacje. Dajecie mi porządnego kopa energii, aż chce się żyć…bardziej! Po weekendzie w towarzystwie tak wspaniałych osób jeszcze trudniej jest pozbierać myśli i powiedzieć 'do widzenia za kilka miesięcy, rok…’ nie wiedząc co będzie dalej. Jedno jest pewne, będzie dobrze i choć to tak oklepane stwierdzenie, przez wielu już znienawidzone, to uważam, że sprawdza się w życiu i warto je ciągle sobie powtarzać.
Pamiętajcie – marzenia się spełniają i róbcie wszystko by dążyć do tego by wcielić je w życie! Trzeba wierzyć, być silnym i działać, a osiągniecie to czego tylko zapragniecie! :)Na śniadanie wyjadam „resztki” – niemalże puste słoiczki po tahini i m.orzechowym wypełnione gęstą owsianką, ale głównie polskimi owocami, których może mi brakować… choć biorę ze sobą sporą ilość. Zapasy w zamrażalce zrobione na mój przyjazd vel odwiedziny. Na lunch mrożone banany (nikt inny w domu za mnie ich nie zje ;)) i owoce z sosem kakaowym (Iwus, Ty geniuszu! 😀 ), tak wspominając jeszcze ostatnie dni.

Hmmm… oczywiście, będę pisać dalej – tak często jak czas mi pozwoli, ale też studencki budżet (spokojnie, nie będzie jajek z czajnika ani trufli z chleba :D).

Za parę godzin będę bujać w obłokach – dosłownie, i tak skromnie prosze tylko o kciuki, żeby dotrzeć szczęśliwie na miejsce 🙂 Tymczasem, idę się w końcu spakować, bo jakoś powoli mi to idzie.

Miłego dnia!