Tydzień w Anglii, kulinarnie.

 Wczoraj wróciłam do domu po tygodniowym pobycie w Anglii. Najchętniej zostałabym tam jeszcze dłużej, ale wszystko przecież ma swój początek i koniec. Tutaj jednak, historia wygląda inaczej, to może być dopiero nowy początek. Wierzę w to mocno 🙂

 Chcę pokazać Wam Anglię od strony kulinarnej – co jadłam, gdzie byłam, co widziałam. Nie jest tego zbyt wiele, ponieważ byłam tam krótko, ale może za niedługo coraz częściej będą pojawiać się podobne wpisy 😉

Na początek moje śniadania. Nie mam zdjęć wszystkich, ale zazwyczaj były całkiem podobne. Jadałam bezglutenowe płatki owsiane czy też mieszankę płatków różnych zbóż (M&S). Oczywiście na mleku sojowym czy też kokosowym. Z dużą ilością orzechów lub masła orzechowego/masła z nerkowców/tahini. Kupiłam również kokosowy jogurt sojowy. Nie mogłam nie spróbować też pysznych crumpets’ów podanych z masłem z nerkowców (zdjęcie w prawym dolnym rogu). Do tego sezonowe owoce, brytyjskie. W sklepach jest mnóstwo organicznego, wegańskiego, bezglutenowego i zdrowego jedzenia. Jedyne minusy jakie znalazłam jak dotąd to wszechobecność cukru (trzeba być czujnym!) w wielu produktach oraz chleba tostowego. Poza tym, jabłka z marketu, które trudno znaleźć z lokalnych upraw (zazwyczaj South Africa lub New Zealand). Najlepiej jest kupować na ‚targu’ 🙂

DSC_0007111-horz-vert1

  W sklepie natrafiłam też na wegańskie lody z mleka kokosowego. Od razu je kupiłam. Na początek wersja waniliowo-kokosowa, która smakowała mi nieco mniej od tej czekoladowej. W każdym razie, świetna sprawa – takie lody można znaleźć niemalże w każdym sklepie. Korzystna cena i gwarantowany pyszny smak! 🙂

IMG_2337111-horz1
IMG_2386111-horz1

Znacie słynne batoniki nakd? Właśnie pierwszy raz jadłam je w Anglii, to też stamtąd one pochodzą. Je też możecie znaleźć tam w wielu sklepach, nie trzeba dreptać do bio czy eko sklepiku. Zazwyczaj jadłam je w drodze, czy to w Oksfordzie czy też na lotnisku. Tak, żeby dodać energii, a poza tym spróbować czegoś nowego. Spróbowałam też kokosowego Trek‚a 😉

IMG_2329111-horz1
IMG_242111-horz1

Przejdźmy do restauracji, bistro, kawiarni itp. Oczywiście, na każdym kroku możecie natrafić na Starbucksa – dosyć często piłyśmy tam z Mamą kawę. Ja zazwyczaj wybieram sojowe cappuccino. W Oksfordzie natrafiłyśmy na przyjemną, klimatyczną kawiarnię Organic Deli Cafe. Sprzedaje się tam przeróżne organiczne jedzenie – surowe czekolady, masła orzechowe, kremy, przetwory, domowe hummusy czy pesto, świeży chleb na zakwasie i inne. Można też bardzo smacznie zjeść – wegetariańskie oraz wegańskie dania. Chciałam spróbować w wersji wegańskiej tradycyjne brytyjskie śniadanie, aczkolwiek trafiłyśmy tam już w porze lunchowej, a dla nas obiadowej, więc wybrałam falafele z pieczonymi warzywami oraz hummusem. Bardzo smaczne, choć czas oczekiwania trochę się wydłużył warto było tam zjeść 🙂

DSC_0160111-vert1

Drugi raz w Oksfordzie znalazłyśmy bar, w którym sprzedaje się jedzenie na wynos. W wersji wege przede wszystkim. Można dobrać do danej potrawy (na ciepło czy też na zimno w formie sałatki) przeróżne kasze, ziarna, warzywa, sosy itp. Ja wybrałam polecaną w danym dniu Veggie Korma (tofu, słodkie ziemniaki, mleko kokosowe, curry), a do tego kaszę pęczak z warzywa i ziarnami. Na prawdę, świetne miejsce – przede wszystkim bardzo tanio, a przy tym pysznie i zdrowo (i te drewniane sztućce <3) 🙂

IMG_2399111-horz1

Przenosząc się teraz do Londynu. Byłyśmy tam tylko raz (mój drugi raz, ale na pewno nie ostatni!). Na Oksford Street (jedna z najdłuższych ulic z mnóstwem sklepów) znajduje się ciekawe miejsce o nazwie Vantra. Serwują tam przede wszystkim surowe słodkości i pyszne wegańskie jedzenie. Zachwyciłam się tym miejscem. Potrawy nakłada się na talerz lub do pudełka (na wynos), następnie waży się i płaci. Ceny nie są jakieś kolosalne, a przy tym można przepysznie zjeść. Ja postanowiłam spróbować „wszystkiego po trochu”, bardzo mi smakowało (curry najlepsze <3). Na koniec nie mogłyśmy pominąć deseru – wybrałam dla nas surowe tiramisu oraz kokosowy trójkąt. Najlepsze wegańskie, surowe ciastka jakie spróbowałam!!! Niebo w gębie 😀

DSC_0459111
DSC_0304111-vert1
DSC_0313111-vert1
DSC_0316111-horz1

To by było na tyle (…jak na razie 😉 ). Większość obiadów jadłyśmy w domu. Mamy takie szczęście, że spałyśmy u kuzynki Mamy, a zarazem naszej bliskiej przyjaciółki. Zazwyczaj ja gotowałam, głównie stir fry warzywny z makaronem czy ryżem i ziarnami np. komosą.

Podsumowując – w Anglii jest spory wybór jeśli chodzi o wegańskie jedzenie, a to tylko garstka tego co Wam pokazałam. Mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze bardziej wgłębić się w ten temat 🙂
Jeśli chodzi o pogodę to trafiłyśmy na bardzo ciepłe, słoneczne dni. Padało tylko pod koniec, na szczęście jak już miałyśmy wracać do Polski, także udało się! To już trzeci raz kiedy jestem w Anglii, a pogoda zawsze dopisywała 🙂 Wróciłam z bólem gardła, ale to pewnie nie tylko kwestia zmiany klimatu, ale też długiej podróży.

Na lotnisku też można zjeść coś wegańskiego 😉 Zupa kupiona w Pret, z soczewicy i komosy ryżowej z dużą ilością warzyw i przypraw (żadna paćka, tylko duże kawałki warzyw i widoczne przyprawy) – była przepyszna, a co najlepsze, na ciepło 🙂

Nie przepadam za lataniem (a kocham podróżować :D), ale widoki są piękne. Zresztą, półtorej godziny to niewiele.

Co do podróży i pogody jeszcze, to niestety nasz pociąg do Poznania przez anomalie pogodowe, które miały miejsce tydzień temu, spóźnił się ponad 4 godziny. Na szczęście, mam tak wspaniałych bliskich, że od razu ktoś po nas przyjechał i podwiózł prosto na lotnisko (trasa ok. 400km…). Potem jeszcze było trochę nieszczęśliwych przeszkód co jeszcze bardziej nas przygnębiało, ale wyszliśmy z tego i wierzę, że teraz już będzie tylko dobrze. Czasem człowiek się zastanawia, dlaczego spotyka go tyle nieszczęść, ale chyba nie ma sensu wchodzić w ten temat i najlepiej po prostu żyć dalej. Nie poddawać się, stale to powtarzam. „Trzeba twardym być, nie miętkim”! 😀

Miłego, słonecznego dnia!